Historia i marginesy sportu
poniedziałek, 17 października 2011

Kibol, pseudokibic, stadionowy bandyta, chuligan... Każde z tych określeń przegrywa z "widzołobuzem" (termin ukuty w polskiej prasie w 1949 r., ale jakoś się nie przyjął).

01:19, slawek.szymanski
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 maja 2011

Napisał do mnie czytelnik z Katowic - pan Marian Lubina. Napisał prawdziwy list (czyli odręcznie i wysłał za pomocą tradycyjnej poczty), co mnie trochę onieśmiela. Wydaje mi się, że powinienem odpisać mu w ten sam sposób. Na razie zbieram się na odwagę.

Ale jedna sprawa z listu pana Lubiny koniecznie musi ujrzeć światło internetu. W książce wspomniałem o pojedynkach piłkarskich reprezentacji Katowic i Breslau, rozgrywanych pod koniec lat 20. i jeszcze na samym początku lat 30. Obie strony traktowały je bardzo poważnie. Te mecze slynęły z zaciętości. Pan Lubina słusznie zwraca uwagę na fakt, że nazywano je wówczas "kleine Länderspiele" (tj. dosłownie: "małe mecze międzynarodowe"). Pan Lubina uważa, że te spotkania były na tyle istotne, że należało podać ich wyniki, a tego nie uczyniłem.

1. FC Katowice w 1927 r. Nie wiem, jak wielu spośród tych graczy występowało w meczach przeciwko Breslau, ale podejrzewam, że sporo. Źródło zdjęcia

Panie Marianie: gdyby to byla książka tylko o futbolu, to na pewno podałbym te wyniki, wspomniał o najbardziej zaciętych spotkaniach, bardziej szczegółowo opisał to, co opisane powierzchownie, poważniej potraktował statystyki itd. W ogóle długo zastanawiałem się nad tym, jak potraktować mecze towarzyskie, zwłaszcza te z udziałem drużyn klubowych. Te pojedynki miały kiedyś wysoką rangę i cieszyły się naprawdę dużym zainteresowaniem mediów i kibiców. Ostatecznie stanęło na tym, że wspomniałem o kilku, wg mnie, najciekawszych. Zresztą, poza wynikami piłkarskimi, zrezygnowałem m.in. z listy zdobywców kolarskiego Złotego Pucharu Wrocławia. A to było w dawnym Wrocławiu WYDARZENIE. Ale na wszystko po prostu nie starczyło miejsca.

Tutaj nie ma ograniczeń, więc podaję wyniki "kleine Länderspiele" bezpośrednio za panem Marianem:

1925 Katowice - Wrocław 3:1

1926 Wrocław - Katowice 3:3

1926 Katowice - Wrocław 1:4

1927 Wrocław - Katowice 1:1

1928 Katowice - Wrocław 3:2

1929 Wrocław - Katowice 1:2

1930 Katowice - Wrocław 1:0

1931 Wrocław - Katowice 6:2

 

W 4 z tych spotkań grał ojciec pana Mariana - Paweł Lubina (na odpowiedzialnej pozycji środkowego pomocnika, oczywiście w reprezentacji Katowic).

Dwa zdania z listu pana Mariana zaparły mi dech w piersi.

"W roku 1943 TuS Lipiny przegrał we Wrocławiu z SpVgg Breslau 02 5:3. Moge Panu powiedzieć, że byłem na tym meczu i rozmawiałem z graczami z Lipin, ktorych znałem (Piec, Michalski, Kwoka) z okresu ich gry w reprezentacji G. Śląska w okresie RP". To był mecz w 1 rundzie pucharu Niemiec. Na pewno poproszę pana Mariana o szczegóły wizyty w Breslau i o wrażenia.

Dziękuję panie Marianie za świetny list. Podziękuję jeszcze raz na papierze.

17:32, slawek.szymanski , Breslau
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 kwietnia 2011

Pomogła zmiana strefy klimatycznej (na chłodniejszą i pochmurną). Momenty były i działo się. Kryzys zażegnany, pożar ugaszony - Red Sox wygrali z Jankesami 9-6. DZIĘKI niesamowitej skuteczności w 2 inningu (5 punktów) i MIMO fatalnej postawy pierwszego miotacza (John Lackey) oraz MIMO drżących rąk i nieporadności w kilku akcjach w obronie. No i DZIĘKI ostatniemu miotaczowi (J. Papelbon), który w piorunujący sposób wyautował trzech Jankesów, w tym Dereka Jetera, w 9 inningu. W pojedynku z gwiazdą NYY Papelbon był bezbłędny - trzy szybkie rzuty i Jeter wrócił do swoich. Niby coś tam żartował, ale minę miał rzadką. Zimna, wilgotna wiosna w Bostonie służy Red Sox. Przypomnieli sobie, że potrafią grać w baseball. Tylko ich miotacze, z wyjątkiem Papelbona, są wyraźnie zestresowani. I nie wiem, czy np. Lackey,  mimo zwycięstwa, wyluzuje się po tym meczu.

Obrazek co prawda z zupełnie innych czasów, ale ilustruje uniwersalne marzenie kibiców Red Sox. Dzisiaj tak właśnie było (chociaż tylko w 2 i 9 inningu). Co nie znaczy, że jutro czy w niedzielę nie będzie odwrotnie. W tej chwili najważniejsze dla Red Sox, że seria porażek została przełamana. A na dodatek w konfrontacji z Jankesami.

00:11, slawek.szymanski , Red Sox
Link Komentarze (7) »
czwartek, 07 kwietnia 2011

Tydzień temu rozpoczął się nowy sezon MLB - najstarszej zawodowej ligi świata. Od razu sypnęło niespodziankami. Typowani na mistrzów AL Boston Red Sox zaliczyli pięć porażek z rzędu na starcie (właśnie trwa ich kolejny mecz w Cleveland; 6 inning i ciągle 0-0). W Bostonie nie słychać jeszcze płaczu i zgrzytania zębów, ale rozlega się już niecierpliwe tupanie i głęboki pomruk niezadowolenia. Co prawda sezon w MLB jest długi, ale statystyki pokazują, że po tak kiepskim początku bardzo, bardzo trudno dostać się do play-off.

Od piątku do niedzieli w Bostonie klasyk MLB i jedno z najważniejszych wydarzeń w USA, czyli seria spotkań Red Sox kontra Yankees. Ta rywalizacja aż kipi od historycznych podtekstów. Dwa przykłady (tymczasem 7 inning w Cleveland, być może Red Sox wreszcie coś ugrają, bo druga i trzecia baza zajęte; EDIT: a jednak nie; rywalom też się nie udało; nadal 0-0).

W 1920 r. Red Sox sprzedali Jankesom jednego z najsłynniejszych baseballistów wszech czasów - nazywał się Babe Ruth. Niektórzy uważają, że popełnili w ten sposób największy błąd w dziejach baseballu. Od tego momentu, z Ruthem w składzie, rozpoczęła się złota era Jankesów. Kibice Red Sox do dzisiaj nie mogą tego odżałować.

Z punktu widzenia kibiców Red Sox: Ruth nawet po śmierci miał wyrzuty sumienia. W 2004 r. jego dusza zaznała wreszcie spokoju. W finale AL Yankees prowadzili już 3-0 (w serii do 4) zwycięstw, ale przegrali 3-4. Długie dzieje MLB nie widziały takiego cudu. Może Ruth maczał w tym palce? W każdym razie kibice Jankesów do dziś czerwienią się ze wstydu na wspomnienie tej serii. (A w Cleveland mała, ale ważna zmiana: Indians 1, Red Sox 0. Koniec 8 inningu; zanosi się na 6 z rzędu porażkę Bostonu). A potem Red Sox wygrali World Series (gnebiąc w nich St. Louis). Po raz pierwszy od 1918 r.

Od piątku obie strony mają kolejne trzy okazje na wyrównanie rachunków z przeszłości. Dla Red Sox tym razem to większe wyzwanie, niż zazwyczaj. Jeśli polegną z Yankees, to początek sezonu będzie dla Bostonu kompletną katastrofą. A w NY będą się cieszyć, że przyłożyli do tego rękę (tymczasem w Cleveland chwila prawdy: 9 inning, dwóch Red Sox wyautowanych, ale pierwsza baza zajęta. Być albo nie być. EDIT: nie być. Red Sox przegrali do zera. Kto im kibicuje, w tej chwili ma prawo się załamać). Czy Red Sox przełamią się na Fenway Park z Jankesami?

 

Ps.: To była pierwsza relacja na żywo w dziejach Sphaeristerium (prosto z Cleveland). Na pewno doceniacie i czekacie na więcej.

21:30, slawek.szymanski , Red Sox
Link Komentarze (6) »
niedziela, 13 marca 2011

Latem 1924 r. Polska przeżyła najazd klasowych drużyn austriackich i czeskich. Dlaczego? Bo bardzo im się to opłacało. Z powodu przelicznika kursów walut (ramka z lewej) w Polsce można było wtedy naprawdę dobrze zarobić na piłce nożnej. Wystarczyło tylko przyciągnąć ludzi na trybuny. Zawodowe (wówczas jeszcze nieoficjalnie) teamy zza południowej granicy działały na kibiców jak magnes. Takie pojedynki odbywały się nie tylko w największych miastach. Popisy wiedeńczyków oglądano również w Lublinie czy Przemyślu.

PRZYCZYNA...........................I.......................SKUTEK

Amateure (późniejsza Austria), Wacker, Rapid i Semmering to oczywiście kluby wiedeńskie.(oprócz nich Polskę zwiedziła również słynna Hakoah). Makkabi to, jak sądzę, Makkabi z Brna - wtedy solidna firma. A Meteor, Sparta i Union (Žižkov) to kluby praskie.

20:14, slawek.szymanski , Wiedeń
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11