|
Archiwum
Ostatnie notki
|
poniedziałek, 07 grudnia 2009
Przychodzicie na stadion Waszego Ulubione Klubu. Po 45 minutach jest 4:0 dla Waszego Ulubionego Klubu i cały mecz kończy się takim wynikiem. To dobry wynik, bo Wasz Ulubiony Klub ostatnio rzadko strzela więcej niż jedną bramkę w meczu. A jednak wychodzicie ze stadionu rozczarowani i sfrustrowani. Dlaczego? Piłkarze Waszego Ulubionego Klubu wychodzą na boisko po przerwie. Na trybunach ludzie już się cieszą na karnawał bramek i efektownej gry na luzie w drugiej połowie. Całe 45 minut bez stresu! Mecz już przecież wygrany. Jest szansa dać trochę radości marznącym ludziom, którzy są w tej rundzie trochę rozczarowani nie tylko wynikami, ale przede wszystkim topornym, ociężałym stylem gry Waszego Ulubionego Klubu. Fajnie by było zobaczyć trochę ofensywnej gry. Przeciwnik przyrośnięty do trawy i już złamany. Nic, tylko go dobić. Tylko Wasz Kolega (z natury sceptyczny i pełen obaw, żeby nie powiedzieć marudny) twierdzi, że teraz trzeba się przygotować na najgorsze. Czyli na nic. Nie wierzycie mu.
Tymczasem w szatni trener Waszego Ulubionego Klubu mówi piłkarzom: jest świetnie, prowadzimy wysoko, mecz już wygrany, trzeba utrzymać wynik, gramy długo piłką, bez ryzyka, najważniejsze to nie pozbywać się piłki!
Zaczyna się druga połowa. w 46 minucie gra Waszego Ulubionego Klubu wygląda tak: ty do mnie, ja do ciebie, ty znowu do mnie, ja do bramkarza. Przeciwnik za bardzo nie przeszkadza, bo nadziei już nie ma. Bronić też już się nie musi, bo nie ma przed kim. Na boisku flaki z olejem. Rolnicy w zabłoconych gumiakach poruszaliby się po nim żwawiej. Można odnieść wrażenie, że tu nikomu już o nic nie chodzi.
75 minuta meczu: akcja piłkarzy Waszego Ulubionego Klubu po bramką przeciwnika. Jedna z nielicznych. Wygląda obiecująco. Prawy pomocnik dostaje piłkę kilka metrów od pola karnego. Ma trochę swobody, obrońca dopiero do niego podbiega. Prawy pomocnik celnie podaje piłkę do kolegi z drużyny. Do tyłu. Ten również nie jest bezpośredno atakowany, ale również wybiera wariant "zero ryzyka" i oddaje piłkę w stronę swojej bramki. Ta logika jest tak niodparta, że po chwili futbolówkę trzyma w sych pewnych rękach bramkarz Waszego Ulubionego Klubu. Trzy podania od bramki do bramki, a rywal piłki w tej akcji nie dotknął! Szkoda, że od bramki przeciwnika do bramki własnej. Rozegranie tej akcji odrobinę Was rozczarowało (eufemizm). "Kurka wodna - mówicie (eufemizm) - dlaczego oni nie grają do przodu i tak niemrawo poruszają się po boisku (eufemizm)".
Ostatnie minuty meczu. Rywal gra już w dziesiątkę. Może teraz? Może chociać jeszcze jedną bramkę? Nic z tego. 89 minuta: ja do ciebie, ty do mnie, ja robię kółeczko, oddaję do ciebie, ty chwilę postoisz i kopniesz do stopera, a ten po profesorsku odda piłkę bramkarzowi. Ostatni gwizdek sędziego. Wasz Ulubiony Klub wygrał wysoko, ale Was bolą zęby. Wychodzicie ze stadionu poirytowani. "Motyla noga - mówicie - fajnie, że wygrali, są trzy punkty, ale nie wiem czy zechcę wybrać się na ostatni mecz w tej rundzie" (eufemizm).
Trener Waszego Ulubionego Klubu (zresztą jego legenda) mówi po meczu mniej więcej tak: "zawsze tak będzie, jeśli prowadzi się 4:0 do przerwy". Na stadionie było tego dnia jakieś 5-6 tysięcy ludzi. W zeszłym sezonie, kiedy drużyna grała efektownie i z polotem, prawie zawsze był komplet, czyli niecałe 10 tysięcy. Na Nowy Bardzo Fajny i Bardzo Duży Stadion powinno przychodzić min. 20-25 tysięcy, żeby całe przedsięwzięcie się opłacało.
środa, 14 października 2009
Co by było gdyby historia potoczyła się inaczej i zamiast dzisiejszej, nudnej jak flaki z olejem, piłki nożnej przebiła się ciekawsza wersja futbolu? Np. taka:
Wyobraźcie sobie: mecz eliminacji piłkarskich mistrzostw świata (zakładamy, że cywilizacyjny wyścig wygrał football z Eton) ze Słowacją przed Murem Śląskim, kibice zwisają nad Murem, a piłkarze chyba powinni mieć orzełki na spodenkach albo na środku pleców (żeby nie było, że na tyłku). A to jeszcze inna pasjonująca wersja futbolu:
Na marginesie: bramkarz w tej wersji futbolu czuje się chyba paskudnie bezradny. Nawet wtedy, gdy piłka znajduje się w jego zasięgu (jak poniżej):
A tu nie ma żadnego brmkarza.
Da się w to pograć na podwórku?
niedziela, 11 października 2009
Rok 1927, jesień. W Anglii mała rewolucja. Właśnie wypróbowano nowe spodnie do tenisa ziemnego: z krótkimi nogawkami. Higgs i Wheatley, tenisiści, którzy eksperymentowali z krótkim gaciami, są zachwyceni i twierdzą, że to świetny pomysł. Przyklaskuje im prasa: „Gra w krótkich spodniach posiada wielką zaletę choćby tylko ze względu na swobodę ruchów”. A przecież długie spodnie też miały swoje zalety: nie było powodu, żeby tyle biegać po korcie. Łatwiej było podejść do siatki. Zmieniła się również konfekcja tenisistek. A może to tenisistki się zmieniły?
czwartek, 10 września 2009
Czarne chmury na futbolowym niebie, kraj w Piłkarskiej Żałobie Narodowej, Szpakowski wygłasza tyrady (zobaczycie, ta jego przemowa przejdzie do historii). Wszystko to może sprawić, choć trudno to sobie wyobrazić, że zapomnimy o pięknym jubileuszu. 40 lat temu po raz pierwszy w historii europejski puchar firmowany przez UEFA zdobył klub z kraju demokracji ludowej. 21 maja 1969 r. (w Bazylei) Slovan Bratysława zdobył PEZP, pokonując w finale Barcelonę 3-2 (3-1). Trenerem Slovana był wtedy Michal Vičan, który w latach 1971-1976 prowadził chorzowski Ruch (i doprowadził go m. in. do ćwierćfinału pucharu UEFA w sezonie 1973/74).
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Należy krzewić wiedzę o tym, co dobre i piękne. Spaeristerium otwiera nowy cykl: podsumowanie weekendu w najciekawszych ligach Europy, czyli aktualności na marginesach. Bohemians 1905 odniósł w sobotę pierwsze ligowe zwycięstwo w tym sezonie (dopiero w 6 kolejce), pierwsze po powrocie do czeskiej ekstraklasy. Wygrał w Mladej Boleslav 1-0 po bramce strzelonej z połowy boiska. "Spróbowałem i wpadło - skomentował swoje dokonanie strzelec bramki Štohanzl, Takovou jsem ještě ve svém životě neměl". Ale uczciwie przyznał, że sprawy nie przemyślał i po prostu kopnął piłkę w stronę bramki :"cały czas nie wiedziałem, jak poleci". Klasyka gatunku.
|