Historia i marginesy sportu
piątek, 04 października 2013

50 lat temu w Hali Ludowej (ob. Stulecia) we Wrocławiu rozpoczęły się mistrzostwa Europy w koszykówce mężczyzn. Polacy zdobyli wtedy srebrne medale. To największy sukces w historii polskiej koszykówki.

W całym turnieju Polacy przegrali tylko dwa pojedynki: oba z ZSRR. Pierwszy raz w grupie, drugi raz w finale. Obowiązywało wtedy przekonanie, że drużyna radziecka jest nie do pokonania, ale zawodnicy polskiej drużyny do dzisiaj wspominają moment w drugiej połowie finałowego spotkania, kiedy doszli Rosjan na 5 punktów. Wtedy zobaczyli w oczach koszykarzy ZSRR niepewność, niektórzy mówią nawet, że strach. – Trzeba było wtedy pójść za ciosem, a świętowalibyśmy dzisiaj 50 rocznicę złota, a nie srebra – mówi Mieczysław Łopatka, środkowy polskiej reprezentacji w jej najlepszych czasach, czyli w latach 60.

Zawodnicy tamtej drużyny często słyszą pytanie o finał z ZSRR: czy mogliście wtedy wygrać? Jednak wtedy, w 1963 r., wicemistrzostwo Europy traktowano jako wielki sukces. Przed mistrzostwami typowano, że biało-czerwoni zajmą co najwyżej miejsce 4. Mało kto pamięta, że w półfinale Polacy pokonali Jugosławię, ze słynnym Koracem w składzie – to była absolutna światowa czołówka. Sami zawodnicy naszej drużyny przyznają, że już awans do finału był dla nich chwilą tryumfu i wpłynęło to chyba na ich nastawienie do meczu z ZSRR. Potężny zespół radziecki, także pod względem gabarytów (z Kruminszem, 2.18 m, na czele), był raczej nie do ogrania. Polacy dość zgodnie opisują Kruminsza, że „był jak szafa”. Andrzej Pstrokoński, jeden z rozgrywających srebrnej drużyny, mówi: – Raz, kryjąc go, powiesiłem się nawet na jego bicepsie, a on podniósł rękę razem ze mną i zdobył punkty.

Pierwszy mecz z Hiszpanią miał trochę nerwową końcówkę, ale Polacy kontrolowali przebieg wydarzeń na parkiecie. Kluczowy dla awansu był pojedynek z Rumunami, którzy stawili mocny opór. Polacy wygrali ostatecznie 64:60, na trybunach wybuchł trudny do opisania entuzjazm. Nawiasem mówiąc, przez cały czas trwania turnieju Wrocław żył pogrążony w koszykarskiej gorączce. Koszykarze drużyny Zagórskiego z rozrzewnieniem wspominają doping publiczności.

A przecież istniała groźba, że te mistrzostwa w ogóle się we Wrocławiu nie odbędą. Latem 1963 r. miasto zostało objęte kwarantanną z powodu epidemii ospy. Jak wspomina Kajetan Hądzelek, który był sekretarzem komitetu organizacyjnego ME 1963, ta informacja nie została rozpowszechniona w świecie. We wrześniu epidemii już nie było, można było grać.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 50