Historia i marginesy sportu
Blog > Komentarze do wpisu

Red Sox, Yankees i spokój duszy Rutha

Tydzień temu rozpoczął się nowy sezon MLB - najstarszej zawodowej ligi świata. Od razu sypnęło niespodziankami. Typowani na mistrzów AL Boston Red Sox zaliczyli pięć porażek z rzędu na starcie. W Bostonie nie słychać jeszcze płaczu i zgrzytania zębów, ale rozlega się już niecierpliwe tupanie i głęboki pomruk niezadowolenia. Co prawda sezon w MLB jest długi, ale statystyki pokazują, że po tak kiepskim początku bardzo, bardzo trudno dostać się do play-off.

Od piątku do niedzieli w Bostonie klasyk MLB i jedno z najważniejszych wydarzeń w USA, czyli seria spotkań Red Sox kontra Yankees. Ta rywalizacja aż kipi od historycznych podtekstów. Dwa przykłady.

W 1920 r. Red Sox sprzedali Jankesom jednego z najsłynniejszych baseballistów wszech czasów - nazywał się Babe Ruth. Niektórzy uważają, że popełnili w ten sposób największy błąd w dziejach baseballu. Od tego momentu, z Ruthem w składzie, rozpoczęła się złota era Jankesów. Kibice Red Sox do dzisiaj nie mogą tego odżałować.

Z punktu widzenia kibiców Red Sox: Ruth nawet po śmierci miał wyrzuty sumienia. W 2004 r. jego dusza zaznała wreszcie spokoju. W finale AL Yankees prowadzili już 3-0 (w serii do 4) zwycięstw, ale przegrali 3-4. Długie dzieje MLB nie widziały takiego cudu. Może Ruth maczał w tym palce? W każdym razie kibice Jankesów do dziś czerwienią się ze wstydu na wspomnienie tej serii. A potem Red Sox wygrali World Series (gnebiąc w nich St. Louis). Po raz pierwszy od 1918 r.

Od piątku obie strony mają kolejne trzy okazje na wyrównanie rachunków z przeszłości. Dla Red Sox tym razem to większe wyzwanie, niż zazwyczaj. Jeśli polegną z Yankees, to początek sezonu będzie dla Bostonu kompletną katastrofą. A w NY będą się cieszyć, że przyłożyli do tego rękę. Czy Red Sox przełamią się na Fenway Park z Jankesami?

 

czwartek, 07 kwietnia 2011, slawek.szymanski

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: pablovsky, c28-112.icpnet.pl
2011/04/08 12:45:21
fajny artykuł "live" :) rzeczywiście,to co w tej chwili wyprawia Boston woła o pomstę do nieba! A bukmacherzy zacierają ręce,zaniżają kursy na przełamanie Bostonu a tu nic :) Nie chce być złym prorokiem,ale teraz o kolejne zwycięstwa będzie jeszcze trudniej,cała nadzieja,że Jankesi podejdą do meczów nieco pewni swego... zobaczymy,będzie ciekawie! Pozdrawiam!
-
2011/04/08 14:06:32
Z tego, co czytam, to i zawodnicy i kibice RS podchodzą do meczów z NYY z umiarkowanym optymizmem. Po serii meczów w rozjazdach - najpierw Texas i 30 stopni, potem Cleveland, Red Sox wreszcie zagrają u siebie, przed swoją widownią. To doda im animuszu, wreszcie "poczują, kim są" (to słowa jednego z zawodników). Czyli narracja układa się we wzór: po deprymujących klęskach odnajdujemy w sobie siłę, nadchodzi czas Nowej Nadziei. Jak w kinie, lubię takie historie w sporcie :) Ciekawie będzie na pewno, bo w ogóle nie wiadomo, czego się spodziewać. Ale na zbytnią pewność siebie Jankesów bym nie liczył.
Pozdrawiam!
-
2011/04/09 08:37:22
Czasami sporty, które nam się podobają (lub mogą się spodobać w przyszłości) wymagają, jak widać, odbycia dalekiej podróży. I jak to na wyjeździe: wiadomo już na pewno, że wszystko się podoba. Bo jakże się może nie podobać? Chociaż ponoć nie dotyczy to piosenek, których słuchamy po raz pierwszy. Rozumiem jednak, że Sweet Caroline jest tu wyjątkiem. W obliczu takich emocji nawet relacje dziennikarskie zaczynają gdzieś szybować. Wynajdując ciekawostki, analizując na pół tylko być może prawdziwe historie i podgrzewając dawne legendy. I o to chodzi.

A w związku z tym nie można chyba nie wspomnieć o architekturze Fenway Park. Przynajmniej wciąż się o niej mówi park, a nie stadion. A stadion, jak się właśnie orientuję, brzmi ponoć trochę obco dla bejzbola? Jak choćby w Nowym Jorku gdzie od zawsze tak nazywano teren Jankesów. Jest to zdaje się kolejną, w mniemaniu kibiców Sox, przewagą Bostonu nad Bronxem. No cóż, zdjęcie ceglanej elewacji od strony Yawkey Way wiele wyjaśnia i coś przypomna. Do tego jeszcze skrócony daszek nad łagodną trybuną przy Peskys Pole i już czujesz się prawie jak na Olimpijskim.
-
2011/04/09 11:05:37
Wrocławska drużyna bejzbolowa do niedawna grała na Polach Marsowych, więc było prawie jak w Bostonie - chociaż oni grali zdaje się tuż przy bramie głównej, więc do dużego czerwonego muru było trochę daleko, ale liczy się duch miejsca ;). W każdym razie jest tam całkiem jak w parku. Teraz grają na Niskich Łąkach. Tam też jest jak w parku. Czyli mamy warunki (okoliczności przyrody) sprzyjające bejzbolowi w starym, dobrym stylu.

Jakiś czas temu czytałem w Boston Globe tekst, w którym autor pisał o tym, że Fenway to właśnie Park i że to ma wielkie znaczenie. Ale coś nie mogę tego odnaleźć. Z tego co się orientuję, to tradycja bejzbolowa faktycznie skłania się raczej ku nazwie "ballpark" niż "stadium", ale ta druga nazwa też jest w użyciu. A np. obiekt Chicago Cubs to Wrigley Field (ale dawno temu nazywano go Weeghman Park i Cubs Park).

Ciekawą informację znalazłem na Wikipedii: "Wrigley is known for its ivy covered brick outfield wall, the unusual wind patterns off Lake Michigan, the iconic red marquee over the main entrance, and the hand turned scoreboard". Tej obrośniętej bluszczem ściany nie sposób nie zauważyć (gdzie indziej są mało gustowne maty ochronne), ale taka tablica wyników to rewelacja. To zresztą ciekawe, że w sporcie Amerykanie szanują tradycję bardziej, niż Europejczycy (por. np. słynna Omega redaktora Czado).

Pozdrawiam.

Ps.: A dzisiaj na Oporowska Ballpark będą śrubować historyczny rekord. To kolejny dowód na to, że w sporcie historia to nie tylko "to, co było" :)
-
Gość: pablovsky, c28-112.icpnet.pl
2011/04/09 21:19:38
Och,a jednak się stało! W pierwszym meczu,w Bostonie gospodarze postawili wszystko na "jedną kartę",ciężko,ale wygrali,pokazali ,że to nie koniec,że jednak trzeba walczyć-nawet z takimi asiorami jak Jankesi! Brawo? TAK ,BRAWO Czerwone skarpety,bo to specyficzne zwycięstwo,w trudnym momencie....W drugim spotkaniu będzie ciężej? Tak,będzie,bo ludzie z Nowego Jorku mają coś do udowodnienia! I właśnie ....udowadniają..niestety? 5 inning,NYY prowadzą 7-4,jedna baza zamieszkała przez Erica Chaveza,a Doubront rzuca tak,jak potrafi najlepiej...co dalej? Do końca daleko,Red Sox walczy,Red Sox się nie poddaje,ciekawy mecz,tradycja,zobaczymy...Pozdrawiam fanów Bostonu!
-
2011/04/10 22:02:43
To pierwsza na tym blogu relacja live w komentarzu! Gratuluję.