Historia i marginesy sportu
Blog > Komentarze do wpisu

Dzięki dla Wrocławia z wyboru

Z opóźnieniem informuję o recenzji "Sportu w Breslau" na stronach blogu Wrocław z wyboru. Recenzja godna polecenia nie tylko dlatego, że przychylna dla autora książki (Paweł - wielkie dzięki), lecz również dlatego, że została okraszona zdjęciami z epoki (tego z Scheuermannem nie znałem, tzn. chyba, w każdym razie nie pamiętam - tym większe dzięki). Dlatego postanowiłem je sobie pożyczyć (oryginalne źródło zdjęcia).

I jeszcze coś z tego samego źródła:

Okolicznościowe wydawnictwo po śmierci Scheuermanna na torze w Kolonii. Pośrodku, na górze, widać Lawsona. To schrittmacher Guignarda, który zginął w tym samym wypadku.

Ps.: sądzicie, że istnieje szansa, by jakąś nową ulicę w mieście nazwać na cześć Scheuermanna? A może całe osiedle z nazwiskami byłych, wybitnych sportowców wrocławskich (bez względu na narodowość)? W każdym razie Środa Śląska koniecznie i bezwględnie ulicę Scheuermanna mieć powinna :)

poniedziałek, 07 marca 2011, slawek.szymanski

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/03/09 13:21:31
Wszystko, co napisałem, podtrzymuję w mocy: to naprawdę świetna książka. Jeszcze raz gratuluję. Zdjęcia w tekście to efekt szybkiego guglowania :)
Co do ulicy we Wrocławiu - temat trudny, ale... Tak mi się wydaje, że Twoja książka może być pierwszym krokiem do tego - po prostu ludzie dowiedzą się o dawnych sportowcach i ich osiągnięciach. Może o takiej "sali pamięci" ktoś kiedyś pomyśli np. na stadionie na Euro? Mogłyby się w niej znaleźć i sportowcy z Breslau, i polscy z Wrocławia. Nawet nie mówię o jakimś muzeum wrocławskiego sportu, ale o salce z portretami i krótkim opisem osiągnięć. Stadion byłby chyba najlepszym miejscem. Może kiedyś...
-
2011/03/09 14:12:14
Mi się marzy muzeum sportu wrocławskiego np. na Olimpijskim :) Ale może być też Rynek albo nowy stadion ;)
-
2011/03/28 21:09:38
PIŁKA ROWEROWA kilkudniowa ankieta przeprowadzona w gronie rodziny oraz znajomych na temat co to takiego p.r dała zaskakujące wyniki: 61,47% ankietowanych stwierdziło, iż jest to element niezbędnika turysty-cyklisty, z zastrzeżeniem jednakże, iż jakoś nie mogą ustalić niezbędności piłki do roweru w podróżach po dalszych i bliższych okolicach. Reszta pytanych przypominała sobie program cykliczny Discovery o różnych odmianach piłki: rowerowa z pewnością mieściła się w odcinku o słoniach, fokach i delfinach bawiących się piłkami różnych wag i wielkości.

Wiadomo żaden z ankietowanych nie mieszkał w Siemianowicach.
Gdyby byli w wieku słusznym i spełniali pozytywnie warunek jak wyżej z pewnością wiedzieliby, że w odmianie środkowoeuropejskiej gra ta wymaga: boiska o wymiarach 11 x 14 m, czterech rowerów o trochę dziwnej konstrukcji (po dwa na każdą z drużyn), dwóch bramek (podzielonych także sprawiedliwie), 14 (niektóre źródła podają 15)minut czasu na rozegranie meczu oraz czterech zawodników posiadających umiejętność raczej nie kojarzącą się z powszechnym użytkowaniem roweru stania na nim nie dotykając podłoża. Co ja się będę rozpisywał YouTube pokaże wszystko na krótkim kursie szkoleniowym.


Jednakże w Polsce w latach 50-tych i 60-tych powstała w Polsce specyficzna odmiana tegoż sportu, zwana przeze mnie cyrkiem Braci Skrzypczyków (Antoniego i Brunona). Polską odmianę uprawiano w Siemianowicach oraz w tych miejscowościach, w których znalazło się dwóch odważnych do wejścia w szranki z braćmi Skrzypczykami. Mecz tej specyficznej odmiany gry polegał na regularnym wbijaniu piłki do bramki drużyny przeciwnej przez jednego z Braci Skrzypczyków, aktualnie nie będącego bramkarzem (chociaż, chociaż .). Wynik uzależniony był wyłącznie od tego, czy w czasie 14 minut meczu Bracia Skrzypczykowie czytali gazety robiąc stójkę na rowerach, czy też po prostu spieszyło im się na transmisję radiową meczu ukochanego Ruchu Chorzów. (Jakby wyglądał mecz w Ich wykonaniu w naszej epoce telefonów komórkowych nawet nie chce mi się wyobrażać). Obecność drużyny przeciwnej na boisku w czasie meczu Braciom Skrzypczykom przeszkadzała niespecjalnie te swoje 20 goli zaliczyli tak czy owak.

Mimo wszystko warto byłoby zweryfikować prawdziwość pogłoski o kulisach niespodziewanego remisu teamu Skrzypczyków na wyjeździe, który w dniu 29 lutego 1957 roku wstrząsnął środowiskiem siemianowickich kibiców. Podobno tak sensacyjny rezultat spowodowany został nieudolnością reżimowych kolei państwowych, które zamiast do Jeleniej Góry wysłały dwa bezcenne rowery Braci Skrzypczyków do Góry ale Kalwarii. W związku z tym Bracia Skrzypczykowie zmuszeni zostali do stójek na trójkołowych rowerkach użytkowanych na co dzień przez dzieciaków organizatorów zawodów.

A teraz na poważnie
Kilkuletnim brzdącem będąc prowadzony byłem kilkakrotnie przez Ojca swego do hali gimnastycznej (nie pojmę jednakże gdzie się ona zajmowała Srubinity wydają mi się teraz za odległe) i byłem świadkiem cudów wyczynianych przez Braci Skrzypczyków. Nie ogarniam swoją wyobraźnią możliwości widowiskowych tej gry w odmianie pięcioosobowej a taka podobno egzystowała chyba dlatego śmiech mnie ogarniał zawsze na widok akrobacji tandemów rowerowych, w cyrkach nieudolnie naśladujących Braci Skrzypczyków. Ale jak mogłem wtedy wytłumaczyć swoim dzieciom różnicę pomiędzy wirtuozerią o podróbką bez pomocy Internetu.
-
2011/03/28 21:35:47
Wygląda na to, że piłka rowerowa to gra stworzona dla braci ;) To już co najmniej trzeci taki team (mam na myśli te skuteczne i efektowne), o którym słyszałem. Szkoda, że dzisiaj w Polsce to gra prawie całkowicie zapomniana. Np. Czesi z powodzeniem w piłkę rowerową grają.

Pozdrawiam.

-
2011/05/14 15:10:39
Cudny post - tylko tak dalej. Pozrdrawiam.
-
2011/05/15 13:52:42
Dziękuję uprzejmie.
Pozdrawiam.